wtorek, 31 grudnia 2013

Och, Wy moi kochani....^.^....

Dziękuje Wam z całego serca swego, z całej duszy swojej i z całe....
Ej, Marta, jak to dalej leciało?
A, i ze wszystkich sił swoich za te 115 wyświetleń (wiem, jak to czytacie jest ich o 1, 2 więcej)!
A, że jestem z Wami od niedawna, a komów na razie nie ma, to nie do końca wiem kto to czyta xd
No wiec dzięki Wam wszystkim... Czytelnicy?
Tak, tak będzie dobrze...
Na rok 2013 żegnam Was serdecznie i życzę dobrych ocen z matmy!
Do zobaczenia raczej dopiero w 2014 roku!

Alba Rico Navarro - Biography + co nas z nią łączy?

         ALBA RICO NAVARRO

    Wielu z nas ją podziwia, interesuje się jej twórczością i ogólnie rzecz biorąc ją uwielbia, a tak naprawdę nic o niej nie wie. Zaprezentuję tu więc pokrótce jej biografię, a reszta... hmm, reszta to jak w tytule ;D

                                                            BIOGRAPHY 

        Urodzona 26 lutego 1989 roku w Alicante Hiszpanka to przede wszystkim genialna aktorka, tancerka i piosenkarka. Chociaż znana jest przede wszystkim z roli Natalii "Naty" - prawej ręki czarnego charakteru, choć często po prostu dziewczyny na posyłki - z serialu "Violetta" pokazała swój talent juz wcześniej, w roku 2012 w sztuce teatralnej "Mejor Actriz", gdzie został przyznany jej tytuł najlepszej aktorki na Festiwalu Radości (Vitoria) i w 2010 r. w przedstawieniach"La Gasolinera". 

         Do tej pory Alba nie wydała własnej solowej płyty, jednak krążą pogłoski o domniemanych nagraniach. Dziewczyna wzięła za to udział w klipach muzycznych w serialu "Violetta". Jej głos można usłyszeć na płytach:

    - "Violetta"

    - "Hoy Somos Mas"

    - "Cantar Es Lo Que Soy"

    - "Violetta: En Vivo"

          Alba ukończyła szkołę Bachelor of Dramatic Art przez ESAD Murcji. Napisała kilka sztuk teatralnych, monologów wystawianych w Hiszpanii.

                                            CO NAS Z NIĄ ŁĄCZY?

   Pasja, muzyka, moze pochodzenie, data urodzenia - każda/każdy Albanatistas ma przynajmniej jedną wspólną cechę z aktorką.
   Ja na przykład urodziłam sie 26 lutego, co prawda nie 1989 roku, ale jednak ;)

            A Wy? Co Was łączy z ta wspaniałą aktorką, 
                      piosenkarką, tancerką (...)?

Rozdział 3 - "Śnić 24 godziny na dobę"/ "Trzech chłopaków naraz"



                                                                         Alba

  Mam pytanie – Czemu budziki zawsze dzwonią w najlepszych momentach snu?
  Nie no, sorry, ale ja całego scenariusza nie mam i uczyć się go nie będę. I nie wiem kto stał w drzwiach pokoju Violetty!
  Ale trzeba się ogarnąć – dzisiaj ta kolacja.
  Zeszłam na dół i zaczęłam się krzątać to kuchni. Miałam zamiar przygotować Falbadę – danie, które wraz z Facu wymyśliliśmy na początku naszego związku (była to czekoladowa zupa z lodami waniliowymi, bezami, owocami i musem malinowym), naleśniki z czymś co wyhodowałam u siebie w ogrodzie (złota roślina z przepięknymi, motylimi płatkami) i deser Indiańskiej Pary - deser mojej matki.
   Całość zajęła mi 1,5 godziny. Udekorowałam więc cały dom, rozstawiłam świece.
   Pozostało się ogarnąć. Założyłam moją ulubioną suknię z XVII wieku, znaleziona lata temu na strychu. Miała przepiękny, szmaragdowy kolor, przetykana była fioletowymi nićmi. Dekolt w serek, zdobiły szmaragdy, otoczone złotymi  wzorami małych orchidei. Fioletowo-srebrno-złoty pas idealnie podkreślał moją figurę. Do tego przeźroczyste szpilki na obcasie 13-sto centymetrowym obcasie.
   Włosy wyprostowałam częściowo i zaplotłam w warkocz. Makijaż zrobiłam intensywny
– „przydymione kocie oczy”, trochę eye-liner’a, wiśniowa szminka i odrobina różu.
   Spojrzałam w lustro. Wszystko było prawie idealnie.
   Brakowało tylko jednego.
   Już miałam podejść do szafki i wyciągnąć interesującą mnie rzecz, gdy kątem oka dostrzegłam starą, drewnianą szkatułkę. Pamiętałam kiedy ją dostałam – pewnego dnia obudziłam się i pod poduszka znalazłam pudełko i list. Wyciągnęłam go teraz i przeczytałam.

Droga Siostro!
Strasznie nas niepokoi Twoje zniknięcie. Alt się boi i szuka Cię po całym Królestwie, a Twój kochaś szaleje z obawy. Wiesz o kim mówię, o Luigi’m. Nadal go nie lubię. Gadał coś o szukaniu Cię na planecie Ziemia! Wyobrażasz to sobie? Przecież tam nie ma życia! Ale on jest głupi poleciał i Cię szuka.
A, no właśnie – mogłabyś już z łaski swojej niepokalanej wrócić. Tak dla przyjemności. Na razie masz kolię – prezent urodzinowy od Królowej. Gadała cos o tym, że nie jesteśmy rodzeństwem, a Ty to Księżniczka. Myślę, że kłamała. Dobra, kończę pisać, nasza kotka Suzie – moja i Catty, mojej dziewczyny – jest napalona.
Szybkiego powrotu i bycia moją siostrą,
Aven Raven Brad Pitter

PS: Rozbawiły Cię moje imiona xD? Wysłałem Naparstnicą, wiec choć nie wiem gdzie jesteś, list dotrze. A, zapomniałem daty – 13 13 miesiąca 13 godziny 13 Księżyca i13 Słońca, Orbita Ciemności, Kraina Zimy. A szkatułkę otwórz w Dzień 26 urodzin, a jeśli wcześniej to na randkę, ten, no, wiesz JAKĄ. Nie z LUIGI’M!

   Wzięłam głęboki oddech i otworzyłam szkatułkę. Leżały tam :  złoty diadem, szmaragdowa bransoleta, srebrny naszyjnik z ametystem, pierścień z zielonym kamieniem i inskrypcją i… sztylet, z rękojeścią ozdobioną drogocennymi kamieniami.
   Westchnęłam z zachwytu- te rzeczy były przepiękne.
   Wzięłam do ręki pierścień i zaczęłam się bawić minerałem próbując odczytać inskrypcję.
   Nagle kamień się uniósł a z ozdoby wystrzeliła mała strzałka. Prawie mnie trafiła.
   Wtedy sobie coś uświadomiłam – to nie biżuteria – to broń.
  Tylko po co 24-letniej kobiecie broń?!
   Założyłam na siebie naszyjnik i pierścień, a do uda pchana instynktem przypięłam sztylet na skórzanym pasku.
   Teraz pozostało już tylko czekać na Facundo.
   Zeszłam więc na dół i usiadłam na sofie.
   Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Dywan z wzorem Hiszpańskiej Arystokracji  zakrywał większą część podłogi. Drewniane meble z XVII i XVIII wieku delikatnie ze sobą kontrastowały. Z sufitu zwisał kryształowy żyrandol, rozsyłający światło na całe pomieszczenie. Gdy się tutaj wchodziło miało się wrażenie pobytu w innej epoce.
  
Pół godziny później

  Gdzie podziewa się ten Facundo?!
  Miał tu być z dwadzieścia minut temu -.-
  Chwileczkę… On miał pracować z Candelarią nad tą piosenką?!
  Ona go pewnie przetrzymała – nawet bez większego wysiłku – wystarczy przestawić zegarek.
  Idę po niego i kończę ten związek – od kilku dni nic tylko do niej chodzi i zapomina o spotkaniach.
  Od niego wolę śnieć 24 godziny na dobę – przenieść się na cały czas do snów. Jak skończę się awanturować to pójdę spać.
  Muszę się dowiedzieć kto zapukał do tych cholernych drzwi!

                                                                                Facundo

  Spojrzałem na zegarek – 18.27.
  O której miałem się spotkać z Albą?
  „O 20.30 debilu” – mój ukochany przyjaciel w głowie raczył się odezwać.
  A spoko, mam jeszcze 2 godziny.
  - To jak, Facu? – spytała Cande. – Może być w ten sposób?
  - Tak… To znaczy Tak! Jest wspaniale! – odpowiedziałem w roztargnieniu.
  - Ja Ci może coś przyniosę – zaproponowała dziewczyna. -  Mało, bo wiem, że będziesz miał kolację, ale to tylko odrobinę na nerwy….
  Drink? Candelaria Molfese proponuje mi drink’a? Ona? Abstynentka?
  - Yyyyyy,… Jasne, to mi pomoże… -powiedziałem niepewnie.
 
                                                                             Candelaria

  Tak! Wreszcie moja szansa.
  Poszłam do kuchni i wyciągnęłam kilka butelek i torebkę z Wive Noise Latte – moim własnym alkoholem w proszku.
  Wymieszałam różne napoje i całość wlałam do kieliszka. Spieszyłam się, bo wiedziałam, ze za chwilę Alba tu przyjdzie i wszystko zepsuje.
  Weszłam do pokoju z ‘niewinnym’ i ‘nieśmiałym’ uśmiechem i podałam Facu napój.
  Gdy tylko się go napił oczy zaszły mu mgłą i już wiedziałam, że mi się uda.
  Włączyłam więc jakis horror i usiadłam obok niego z zamiarem wtulania się w niego w strasznym momentach. Minęły 2-3 minuty filmu, gdy Facundo włączył jakąś komedię.
  Wywróciłam oczami – znowu to samo.
  - Facu… - powiedziałam cicho, ale tak, by mnie usłyszał. – Ja… od dawna chciałam Ci to powiedzieć… - udawałam spięta i nieśmiałą. Ha! I to Martina gra główna role, a nie ja?! Jakim cudem? Ta gwiazdunia nie sięga mi stóp! – No bo… Ja… Ty… mi się podobasz!
  - Och, Cande… - wdychał mój zapach przez dłuższy czas. – Ja…
  Zbliżyłam się do niego i go pocałowałam.
  Dokładnie w momencie zetknięcia naszych ust rozległ się dzwonek.
  Szybko potargałam siebie i Facundo, rozpięłam jego koszule, a u siebie połowę sukienki z tyłu i ją zmięłam. Natarłam policzki i usta i otworzyłam Albie.
  Przyszłam po mojego byłego narzeczonego – powiedziała najzwyczajniej w świecie.
  Nie byłam w stanie nic wykrztusić. Nawet ja, jej wróg musiałam przyznać, że wyglądała pięknie. Gdybym była facetem, już dawno leżałabym u jej stóp. Wszystko w jej wyglądzie było idealne – włosy, buty, strój i biżuteria. Nie mogąc się opanować wyciągnęłam rękę do naszyjnika, a gdy byłam zaledwie kilka centymetrów od niego, ten nagle błysnął i dwie strzałki przyszpiliły mnie do przeciwległej ściany. Spojrzałam na przeciwniczkę w drodze do serca Facu i zdążyłam zauważyć jedynie jak ametyst wraca na swoje miejsce. Jego właścicielka spojrzała na mnie z pogardą i bólem w oczach, tak wielkim, że aż musiałam odwrócić wzrok.

                                                                                       Alba 

  Były chłopak? Serio? Ja już lepszych określeń nie mam?
  Rozejrzałam się po pokoju. Był przeciętny, z jakimiś fotografiami na ścianach. Przeszłam do końca korytarza i pchnęłam drzwi.
  I kogo znalazłam po drugiej stronie?
  Mojego ukochanego Facundo!
  - Wstawaj! – krzyknęłam. – Ale już!
  Przyjrzałam się mu. Miał potargane włosy, rozpięta do połowy koszule i lekko mętny wzrok.
  Odwróciłam się do Candelarii – to samo.
  - Wiesz która godzina? 22.00! Miałeś być u mnie na kolacji pół godziny temu, ale jak widzę, miałeś ważniejsze zajęcie!
  - Alba, jak Ty pięknie wyglądasz… - mruknął.
  - Ty mi tu komplementów nie praw, Twojej sytuacji to nie poprawi! Mam dosyć Twojego zachowania! Nie masz telefonu?! Z 40 razy dzwoniłam! Ale nie, dla pana to za wielki wysiłek odebrać choć jedno głupie połączenie! – wrzeszczałam.
  Nagle mój pierścionek wraz z ręką uniósł się i wystrzeliła z niego srebrna sieć.
  - Nie spodziewałeś się? -  Postanowiłam udawać, ze to dla mnie norma. - Ze mną się nie zadziera! Do jutra! Żegnaj!
  Odjechałam z tamta prędko. Nie chciałam, by zobaczyli jak płaczę. Walnęłam się na łóżko i zaczęłam ryczeć.
  „Śnić 24 godziny na dobę? Tak, tego mi trzeba…”
  Po tej myśli nagle ogarnęła mnie ciemność.
 
                                                                           „Violetta”
 
  - Jak prześlizgnąłeś się obok mojego ojca? – spytałam zaskoczona chłopaka.
  - Normalnie. Zacząłem cos gadać o Stud!o i o przedstawieniach, a on od razu kazał mi iść na górę. – odpowiedział uśmiechnięty.
  Miał lekko postawione kasztanowe włosy, pięknie okalające jego twarz. Ubrany w koszulkę z logiem mojego ulubionego aktora Peter’a Lazani’ego i sprane dżinsy, stał swobodnie w drzwiach mojego pokoju. Taaak, cały Marco – wyluzowany, a jednocześnie zawsze delikatnie podenerwowany. Idealny.
  No, ogarnij się Violetta – to chłopak Franceski!
  W tym momencie dostałam SMS’a od… Fran.

             Od: Fran <3
             Zerwałam z Marco! I się z tego… cieszę? Stwierdziliśmy, ze lepiej nam jako przyjaciołom, niż jako parze. Zresztą, nadal kocham Tomasa, a on twierdzi, że Ciebie! Więc droga do jego serca wolna! A ja idę do „Tomi’ego”! Francesca kończy SMS’a!
             PS: Powodzenia! ;)

  - Zerwaliście? – spytałam. – Naprawdę? A Fran… kocha Tomasa? A… Ty… Ty… kochasz… eee…
  - Ciebie, Violu? – zapytał wpatrując się w moje oczy. – Zawsze i wszędzie.
  Zbliżył się do mnie i złożył na moich ustach pocałunek.
  I to nie byle jaki tylko namiętny i szczery. Wplotłam swoje ręce w jego włosy i przyciągnęłam go bliżej. Oboje już prawie leżeliśmy, gdy on się ode mnie odsunął.
  - Na razie tylko na tyle możemy sobie pozwolić Violetto… - szepnął mi do ucha. – Wszystko zależy od Ciebie. Nie możesz mieć czterech chłopaków naraz…
  - Jeśli już to dwóch – przerwałam mu. - Ciebie i Leona, bo Diego jest skończony, a Tomas będzie z Fran…
  - No to dwóch – uśmiechnął się znacząco. – Ale jednak. Nie martw się, ja poczekam…
  Po tych słowach wyszedł z mojego pokoju.
  Dwóch? Kłamałam w zywe oczy! Marco miał rację – czterech lub trzech chłopaków naraz…
  Pierwszy dzień w Buenos, a już zapowiadało się ‘fantastycznie’...   

…………………………………………………………………………….

Tam-tam-taaam
Taki krótki wątek z Marlettą <3 ♥
Kocham ta parę!
Dzisiaj sporo o Albie – nie gniewacie się xD?
No, ale najdłuższy rozdział  od początków bloga xD
Całe 4 strony xD
Dobra, nastepnym razem wyrównam, bo nie było nic o Naxi…
Magda Was żegna!

niedziela, 29 grudnia 2013

Rozdział 2 - "Candelaria - Ugh...."/ "Lody i Rozterka"



                                                                             Alba

   To było niesamowite. Zupełnie jakbym smakowała  Lata w Królestwie…
   Momentalnie moje szczęście znikło – znowu zapomniałam nazwy mojej ojczyzny. Pochodziłam
z Anglii, Portugalii, Polski, Hiszpanii?
   Nie wiedziałam.  Zawsze, gdy tylko chciałam coś porównać do czegoś, do głowy przychodziły mi nazwy, których nie mogłam uchwycić, słowa, których nie mogłam poznać, muzyka, której nie mogłam usłyszeć i obrazy, których nie mogłam zobaczyć.
   Oficjalnie uznają mnie za Hiszpankę, bo Argentyny nie znałam, a po hiszpańsku mówię płynnie, ale…
   Ja mam wątpliwości.
   Nie potrafię powiedzieć, co robiłam przez 21 lat mojego życia. Moje ostatnie wspomnienie to spotkanie z Facundo.
  - Gołąbeczki, nie za wiele pokazujecie na planie? – usłyszałam złośliwy głos ’Cande’- jak ją pieszczotliwie nazywali.
  Odsunęłam się od Facu bardzo powoli i spojrzałam na nią ze złością.
  Candelaria Molfese to ognistowłosa odtwórczyni roli Camili Torres i od czasu początku mojego związku z jej byłym, także mój wróg. Wobec większości miła i słodka, ale dla mnie była okrutna i wredna. Założyła na siebie złotą sukienkę, z kwieciście zdobionym dekoltem  i  granatowym pasem podkreślającym jej figurę. Do tego białe trampki na obcasie 18 cm. Jak ona się na tym nie wywracała – nie wiem.  
  - A właśnie, Facu – powiedziała. – Pomógłbyś mi  z nową piosenką? Nie mogę dobrać do niej odpowiedniej linii melodycznej…
  Chłopak spojrzał na mnie pytająco.
  Wywróciłam teatralnie oczami i skinęłam głową. Czasami wkurzało mnie to jego uzależnienie od moich decyzji,  w końcu miał własną wolę - niech zacznie korzystać.
  - Leć! – powiedziałam. – Ja i tak idę do Lodo ćwiczyć przed koncertami w Polsce. Tylko nie spóźnij się na kolację!
  Tak naprawde nie szłam do Lodovicy, ale nie chciałam przyznać przy Candelarii, że nie mam planów na popołudnie.
  Poszłam do domu, ustawiłam budzik na 16.15 by mieć czas wszystko przygotować, położyłam się na łóżku i zasnęłam.
  Śniła mi się kontynuacja „Violetty”.
  I to jaka!

                                                                      „ Maxi ”

   Zmniejszyłem dzieląca nas odległość i posmakowałem jej ust. Malinowy zapach przeplatał się z wonią orchidei. Napierała na moje wargi językiem, toczyła ze mną nierówną walkę, którą wygrała.
   Trwaliśmy w tym uścisku może kilka sekund, może kilka minut. Dla nas czas stanął w miejscu.
   - Naty, masz ochote na lody? – spytałem, gdy wreszcie się od siebie oderwaliśmy.
   - Oczywiście, że nie! – powiedziała oburzona. – Jak śmiesz się mnie o to pytać?!
   Zamurowało mnie. O co chodziło…
   - Przepraszam, ja…
   - Oj, Glonomóżdżku, żartowałam! – śmiała się dziewczyna. – Jasne, że mam ochotę!
   - Tak? Świetnie! Glonomóżdżek?…
   - Uroki literatury. Czytasz Ty coś w ogóle?
   - Eeeeee…
   - Chodźmy już na te lody… - westchnęła Naty.

                                                                          „ Violetta ”
     Gdy wróciłam do domu powitała mnie elegancko ubrana kobieta w fartuszku bardzo przypominającym fartuszek Olgity.
   - Dzień dobry – odezwała się nieznajoma. – Czego panienka tutaj szuka?
   - Eeee…. Ja tu mieszkam, proszę pani – powiedziałam zdziwiona.
   - Musiała panienka pomylić domy, to jest dom rodziny Castillo….
   - Przepraszam panią bardzo, ale to jest mój dom, a ja się nazywam Violetta Castillo, jestem córką German’a Castillo i Marii Saramego…
  - O! Panienka Violetta! Niech panienka wejdzie!
  - Violetta! - zobaczyłam mojego ojca, siedzącego z laptopem na kanapie.
  - Tato! - rzuciłam mu się na szyję. Po chwili doszepnęłam - Kto to jest?
  - To jest Ledia Valentio – odszepnał mi tata. - Zastępuje Olgitę i…
  - Zastępuje OLGĘ?! – wrzasnełam na cały dom. - Ale co z nią?!
  - Olga nie zjawiła się tu w wakacje, więc tymczasowo musiałem znaleźć inną gosposię…
  Wytrzeszczyłam oczy, po czym pobiegłam na górę. Olgita była dla mnie jak rodzina, zatępowała mi matkę przez 16 lat, a teraz jej nie ma!
  Padłam na łóżko roztrzęsiona.
  „Teraz mam ważniejsze sprawy” – myślałam. – „W końcu wrócił Tomas!”
  Nadal nie mogłam w to uwierzyć. To jego spojrzenie, wtedy, na dworcu, przypomniało mi o tym, co kiedyś mielismy…
  Myslałam o naszym pierwszym spotkaniu, tj. wtedy, gdy upadłam w deszczu pierwszego dnia w Buenos Aires, o tym jak nas zamknięto w schowku, o tym jak go pocieszałam i o naszym pierwszym i jedynym pocałunku.
   Tak – wszystko co mnie z nim wiązało było magiczne. Magiczne i mocne.
   No, ale z drugiej strony był Leon. Tak jak nadal Diego i może Marco…
   Nie, przepraszam – Diego mnie oszukał, a Marco to chłopak Franceski…
   - Panienko Violetto! – usłyszałam głos Ledii. – Ma panienka gościa!
   Kto to może być? Camila, Fran, Naty, Leon, Tomas, Maxi, Ludmiła?...
   „Jak nie przestaniesz rozmyslać nad tym, to się nie dowiesz!” – odezwał się głos w mojej głowie.
   - Niech wejdzie na górę! – odkrzyknęłam.
   Przeciagnęłam się, usiadłam na łóżku i czekałam na ’gościa’.
   Gdy wreszcie wszedł, zamurowało mnie.
   W drzwiach stał…. 

...........................................................................
 Hej ^.^
Ostatnio nie dodawałam, ten, bo, no tego, były Świeta, a ja w szpitalu itd.
Chcecie by w postach były obrazki?
Piszcie w komach! Oczywiście opinie też xD