wtorek, 31 grudnia 2013

Rozdział 3 - "Śnić 24 godziny na dobę"/ "Trzech chłopaków naraz"



                                                                         Alba

  Mam pytanie – Czemu budziki zawsze dzwonią w najlepszych momentach snu?
  Nie no, sorry, ale ja całego scenariusza nie mam i uczyć się go nie będę. I nie wiem kto stał w drzwiach pokoju Violetty!
  Ale trzeba się ogarnąć – dzisiaj ta kolacja.
  Zeszłam na dół i zaczęłam się krzątać to kuchni. Miałam zamiar przygotować Falbadę – danie, które wraz z Facu wymyśliliśmy na początku naszego związku (była to czekoladowa zupa z lodami waniliowymi, bezami, owocami i musem malinowym), naleśniki z czymś co wyhodowałam u siebie w ogrodzie (złota roślina z przepięknymi, motylimi płatkami) i deser Indiańskiej Pary - deser mojej matki.
   Całość zajęła mi 1,5 godziny. Udekorowałam więc cały dom, rozstawiłam świece.
   Pozostało się ogarnąć. Założyłam moją ulubioną suknię z XVII wieku, znaleziona lata temu na strychu. Miała przepiękny, szmaragdowy kolor, przetykana była fioletowymi nićmi. Dekolt w serek, zdobiły szmaragdy, otoczone złotymi  wzorami małych orchidei. Fioletowo-srebrno-złoty pas idealnie podkreślał moją figurę. Do tego przeźroczyste szpilki na obcasie 13-sto centymetrowym obcasie.
   Włosy wyprostowałam częściowo i zaplotłam w warkocz. Makijaż zrobiłam intensywny
– „przydymione kocie oczy”, trochę eye-liner’a, wiśniowa szminka i odrobina różu.
   Spojrzałam w lustro. Wszystko było prawie idealnie.
   Brakowało tylko jednego.
   Już miałam podejść do szafki i wyciągnąć interesującą mnie rzecz, gdy kątem oka dostrzegłam starą, drewnianą szkatułkę. Pamiętałam kiedy ją dostałam – pewnego dnia obudziłam się i pod poduszka znalazłam pudełko i list. Wyciągnęłam go teraz i przeczytałam.

Droga Siostro!
Strasznie nas niepokoi Twoje zniknięcie. Alt się boi i szuka Cię po całym Królestwie, a Twój kochaś szaleje z obawy. Wiesz o kim mówię, o Luigi’m. Nadal go nie lubię. Gadał coś o szukaniu Cię na planecie Ziemia! Wyobrażasz to sobie? Przecież tam nie ma życia! Ale on jest głupi poleciał i Cię szuka.
A, no właśnie – mogłabyś już z łaski swojej niepokalanej wrócić. Tak dla przyjemności. Na razie masz kolię – prezent urodzinowy od Królowej. Gadała cos o tym, że nie jesteśmy rodzeństwem, a Ty to Księżniczka. Myślę, że kłamała. Dobra, kończę pisać, nasza kotka Suzie – moja i Catty, mojej dziewczyny – jest napalona.
Szybkiego powrotu i bycia moją siostrą,
Aven Raven Brad Pitter

PS: Rozbawiły Cię moje imiona xD? Wysłałem Naparstnicą, wiec choć nie wiem gdzie jesteś, list dotrze. A, zapomniałem daty – 13 13 miesiąca 13 godziny 13 Księżyca i13 Słońca, Orbita Ciemności, Kraina Zimy. A szkatułkę otwórz w Dzień 26 urodzin, a jeśli wcześniej to na randkę, ten, no, wiesz JAKĄ. Nie z LUIGI’M!

   Wzięłam głęboki oddech i otworzyłam szkatułkę. Leżały tam :  złoty diadem, szmaragdowa bransoleta, srebrny naszyjnik z ametystem, pierścień z zielonym kamieniem i inskrypcją i… sztylet, z rękojeścią ozdobioną drogocennymi kamieniami.
   Westchnęłam z zachwytu- te rzeczy były przepiękne.
   Wzięłam do ręki pierścień i zaczęłam się bawić minerałem próbując odczytać inskrypcję.
   Nagle kamień się uniósł a z ozdoby wystrzeliła mała strzałka. Prawie mnie trafiła.
   Wtedy sobie coś uświadomiłam – to nie biżuteria – to broń.
  Tylko po co 24-letniej kobiecie broń?!
   Założyłam na siebie naszyjnik i pierścień, a do uda pchana instynktem przypięłam sztylet na skórzanym pasku.
   Teraz pozostało już tylko czekać na Facundo.
   Zeszłam więc na dół i usiadłam na sofie.
   Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Dywan z wzorem Hiszpańskiej Arystokracji  zakrywał większą część podłogi. Drewniane meble z XVII i XVIII wieku delikatnie ze sobą kontrastowały. Z sufitu zwisał kryształowy żyrandol, rozsyłający światło na całe pomieszczenie. Gdy się tutaj wchodziło miało się wrażenie pobytu w innej epoce.
  
Pół godziny później

  Gdzie podziewa się ten Facundo?!
  Miał tu być z dwadzieścia minut temu -.-
  Chwileczkę… On miał pracować z Candelarią nad tą piosenką?!
  Ona go pewnie przetrzymała – nawet bez większego wysiłku – wystarczy przestawić zegarek.
  Idę po niego i kończę ten związek – od kilku dni nic tylko do niej chodzi i zapomina o spotkaniach.
  Od niego wolę śnieć 24 godziny na dobę – przenieść się na cały czas do snów. Jak skończę się awanturować to pójdę spać.
  Muszę się dowiedzieć kto zapukał do tych cholernych drzwi!

                                                                                Facundo

  Spojrzałem na zegarek – 18.27.
  O której miałem się spotkać z Albą?
  „O 20.30 debilu” – mój ukochany przyjaciel w głowie raczył się odezwać.
  A spoko, mam jeszcze 2 godziny.
  - To jak, Facu? – spytała Cande. – Może być w ten sposób?
  - Tak… To znaczy Tak! Jest wspaniale! – odpowiedziałem w roztargnieniu.
  - Ja Ci może coś przyniosę – zaproponowała dziewczyna. -  Mało, bo wiem, że będziesz miał kolację, ale to tylko odrobinę na nerwy….
  Drink? Candelaria Molfese proponuje mi drink’a? Ona? Abstynentka?
  - Yyyyyy,… Jasne, to mi pomoże… -powiedziałem niepewnie.
 
                                                                             Candelaria

  Tak! Wreszcie moja szansa.
  Poszłam do kuchni i wyciągnęłam kilka butelek i torebkę z Wive Noise Latte – moim własnym alkoholem w proszku.
  Wymieszałam różne napoje i całość wlałam do kieliszka. Spieszyłam się, bo wiedziałam, ze za chwilę Alba tu przyjdzie i wszystko zepsuje.
  Weszłam do pokoju z ‘niewinnym’ i ‘nieśmiałym’ uśmiechem i podałam Facu napój.
  Gdy tylko się go napił oczy zaszły mu mgłą i już wiedziałam, że mi się uda.
  Włączyłam więc jakis horror i usiadłam obok niego z zamiarem wtulania się w niego w strasznym momentach. Minęły 2-3 minuty filmu, gdy Facundo włączył jakąś komedię.
  Wywróciłam oczami – znowu to samo.
  - Facu… - powiedziałam cicho, ale tak, by mnie usłyszał. – Ja… od dawna chciałam Ci to powiedzieć… - udawałam spięta i nieśmiałą. Ha! I to Martina gra główna role, a nie ja?! Jakim cudem? Ta gwiazdunia nie sięga mi stóp! – No bo… Ja… Ty… mi się podobasz!
  - Och, Cande… - wdychał mój zapach przez dłuższy czas. – Ja…
  Zbliżyłam się do niego i go pocałowałam.
  Dokładnie w momencie zetknięcia naszych ust rozległ się dzwonek.
  Szybko potargałam siebie i Facundo, rozpięłam jego koszule, a u siebie połowę sukienki z tyłu i ją zmięłam. Natarłam policzki i usta i otworzyłam Albie.
  Przyszłam po mojego byłego narzeczonego – powiedziała najzwyczajniej w świecie.
  Nie byłam w stanie nic wykrztusić. Nawet ja, jej wróg musiałam przyznać, że wyglądała pięknie. Gdybym była facetem, już dawno leżałabym u jej stóp. Wszystko w jej wyglądzie było idealne – włosy, buty, strój i biżuteria. Nie mogąc się opanować wyciągnęłam rękę do naszyjnika, a gdy byłam zaledwie kilka centymetrów od niego, ten nagle błysnął i dwie strzałki przyszpiliły mnie do przeciwległej ściany. Spojrzałam na przeciwniczkę w drodze do serca Facu i zdążyłam zauważyć jedynie jak ametyst wraca na swoje miejsce. Jego właścicielka spojrzała na mnie z pogardą i bólem w oczach, tak wielkim, że aż musiałam odwrócić wzrok.

                                                                                       Alba 

  Były chłopak? Serio? Ja już lepszych określeń nie mam?
  Rozejrzałam się po pokoju. Był przeciętny, z jakimiś fotografiami na ścianach. Przeszłam do końca korytarza i pchnęłam drzwi.
  I kogo znalazłam po drugiej stronie?
  Mojego ukochanego Facundo!
  - Wstawaj! – krzyknęłam. – Ale już!
  Przyjrzałam się mu. Miał potargane włosy, rozpięta do połowy koszule i lekko mętny wzrok.
  Odwróciłam się do Candelarii – to samo.
  - Wiesz która godzina? 22.00! Miałeś być u mnie na kolacji pół godziny temu, ale jak widzę, miałeś ważniejsze zajęcie!
  - Alba, jak Ty pięknie wyglądasz… - mruknął.
  - Ty mi tu komplementów nie praw, Twojej sytuacji to nie poprawi! Mam dosyć Twojego zachowania! Nie masz telefonu?! Z 40 razy dzwoniłam! Ale nie, dla pana to za wielki wysiłek odebrać choć jedno głupie połączenie! – wrzeszczałam.
  Nagle mój pierścionek wraz z ręką uniósł się i wystrzeliła z niego srebrna sieć.
  - Nie spodziewałeś się? -  Postanowiłam udawać, ze to dla mnie norma. - Ze mną się nie zadziera! Do jutra! Żegnaj!
  Odjechałam z tamta prędko. Nie chciałam, by zobaczyli jak płaczę. Walnęłam się na łóżko i zaczęłam ryczeć.
  „Śnić 24 godziny na dobę? Tak, tego mi trzeba…”
  Po tej myśli nagle ogarnęła mnie ciemność.
 
                                                                           „Violetta”
 
  - Jak prześlizgnąłeś się obok mojego ojca? – spytałam zaskoczona chłopaka.
  - Normalnie. Zacząłem cos gadać o Stud!o i o przedstawieniach, a on od razu kazał mi iść na górę. – odpowiedział uśmiechnięty.
  Miał lekko postawione kasztanowe włosy, pięknie okalające jego twarz. Ubrany w koszulkę z logiem mojego ulubionego aktora Peter’a Lazani’ego i sprane dżinsy, stał swobodnie w drzwiach mojego pokoju. Taaak, cały Marco – wyluzowany, a jednocześnie zawsze delikatnie podenerwowany. Idealny.
  No, ogarnij się Violetta – to chłopak Franceski!
  W tym momencie dostałam SMS’a od… Fran.

             Od: Fran <3
             Zerwałam z Marco! I się z tego… cieszę? Stwierdziliśmy, ze lepiej nam jako przyjaciołom, niż jako parze. Zresztą, nadal kocham Tomasa, a on twierdzi, że Ciebie! Więc droga do jego serca wolna! A ja idę do „Tomi’ego”! Francesca kończy SMS’a!
             PS: Powodzenia! ;)

  - Zerwaliście? – spytałam. – Naprawdę? A Fran… kocha Tomasa? A… Ty… Ty… kochasz… eee…
  - Ciebie, Violu? – zapytał wpatrując się w moje oczy. – Zawsze i wszędzie.
  Zbliżył się do mnie i złożył na moich ustach pocałunek.
  I to nie byle jaki tylko namiętny i szczery. Wplotłam swoje ręce w jego włosy i przyciągnęłam go bliżej. Oboje już prawie leżeliśmy, gdy on się ode mnie odsunął.
  - Na razie tylko na tyle możemy sobie pozwolić Violetto… - szepnął mi do ucha. – Wszystko zależy od Ciebie. Nie możesz mieć czterech chłopaków naraz…
  - Jeśli już to dwóch – przerwałam mu. - Ciebie i Leona, bo Diego jest skończony, a Tomas będzie z Fran…
  - No to dwóch – uśmiechnął się znacząco. – Ale jednak. Nie martw się, ja poczekam…
  Po tych słowach wyszedł z mojego pokoju.
  Dwóch? Kłamałam w zywe oczy! Marco miał rację – czterech lub trzech chłopaków naraz…
  Pierwszy dzień w Buenos, a już zapowiadało się ‘fantastycznie’...   

…………………………………………………………………………….

Tam-tam-taaam
Taki krótki wątek z Marlettą <3 ♥
Kocham ta parę!
Dzisiaj sporo o Albie – nie gniewacie się xD?
No, ale najdłuższy rozdział  od początków bloga xD
Całe 4 strony xD
Dobra, nastepnym razem wyrównam, bo nie było nic o Naxi…
Magda Was żegna!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz