środa, 15 stycznia 2014

Mam was dosyć.

Komentarza nie zamieścicie, treści kopiujecie, a na meila hejtujecie.
Macie tu fragment Rozdziału 4.
To ostatni, chyba że ktoś się podpisze w komie lub napisze na mail'a: tini.amor.martina@gmail.com

A oto i krótki fragment:



                                                                            „Francesca”

  „Ciekawe czy Marco jest już z Violą?” – myślałam idąc do Tomasa. – „Choć, nie, przecież ona ma Leona! Ale… Żadne ‘ALE’ Francesca! Nie wtrącaj się w ich życie!”
  Zamyślona szłam ulicą, nie zważając na świat wokół mnie.
  Przechodziłam przez przejście, gdy jakiś chłopak, siedząc za kierownicą czerwonego Ferrari, prowadził ostrą rozmowę telefoniczną. Nagle stracił kontrolę nad pojazdem i…
  Uderzył we mnie.
  Leżałam na ziemi, krwawiąc obficie i całe życie przeleciało mi przed oczami – od pierwszych dni istnienia, przez dzieciństwo we Włoszech, po naukę w Stud!o i spotkanie Marco, Violetty i Tomasa.
Kierowca samochodu dzwonił po pomoc przerażony. Po zakończeniu rozmowy podbiegł do mnie i próbował ratować. Wszystko to widziałam jakbym stała z boku, a raczej patrzyła z góry. Wiedziałam, że to koniec, moja dusza wzlatywała do Nieba, była coraz wyżej i wyżej, a ja czułam się coraz zimniejsza i zimniejsza…

                                                               „ Narrator w Świecie Alby”

   Alba próbowała się obudzić, ale nie mogła. Po jej rozpalonym jak w gorączce czole spływały zimne krople potu. Rzucała się na łóżku i krzyczała jakby wbijali w jej ciało rozpalone żelazo.
  Nagle w pokoju dziewczyny zjawiły się odziane w czerń postacie.
  - Wreszcie ja znaleźliśmy! – odezwała się jedna z nich.  – Michigan! Wiesz co to oznacza? Jeśli ona faktycznie jest nową  Amorą Światów, to będzie mogła pokonać Ciemność!
  - Cicho bądź, Luigi… - szepnęła dziewczyna zwana Michigan. – Jeszcze nas usłyszy. Duchy ją przenikają, ma koszmary związane z jakąś śmiercią. Może chodzi o Aurenos? Ten świat wymiarze tysiąc trzysta czterdziestym siódmym? Podobno kilkoro z Ziemianin natchnięto i widzą wydarzenia  stamtąd!

Żegnajcie...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz