poniedziałek, 23 grudnia 2013

Rozdział 1. - "Pierwsze nagranie" / " Powrót Wroga numer 1. "




   Minęło dużo czasu od pierwszego spotkania zarówno Alby i Facundo,  jak i Natalii i Maxi’ego. Dwie całkiem różne pary i dwie różne historie.  Jednak łączy je jedno – muzyka.

                                                                             Alba

    - Mechi, podasz mi moją torebkę? – spytałam moją przyjaciółkę z planu.
  Byłyśmy wtedy u Xarii – naszej fryzjerki, przygotowując się do nagrywania pierwszego odcinka trzeciego sezonu „Violetty”. Mieliśmy lekkie opóźnienie, wiec wszystko odbywało się w pośpiechu.
    - Jasne. – powiedziała Mercedes podając mi przy tym torebkę. – Pamiętasz swoją część piosenki „Junto Otra Vez”?
    - Oczywiście, ze tak! Ja mam 2 i 3 zwrotkę, te najłatwiejsze! – śmiałam się.
    - Alba, to są moje zwrotki! Ty masz 1 i 4…
    Mój śmiech ucichł w jednej chwili.
   - Masz przy sobie tekst? Mechi, błagam miej go!... – z nerwów zaczęły mi się pocić dłonie, co nie zdarzało mi się od czasu pierwszej randki z Maxi’m.
   - Ciesz się, że przewidziałam, że się źle nauczysz! Trzymaj! – powiedziała wciskając mi do rąk skrawek papieru.
   - Dziękuję! Wiszę Ci lody! – ze szczęścia prawie się popłakałam.

1 Cuando llegó el final de las vacaciones,
Se conocieron dos personas diferentes,
Para recordar los viejos tiempos .....
Whooo-oo-ooh .... Whooooo-oo ...
Na, el, el, el ...
Viento mueve suavemente el cabello,
Y son ....
Comienzan a cantar!

(...)

4 Por último, se debe mencionar
Esa vez su amistad nunca parte!
Y va a durar! ...
Whoo-aaa-oooh-oh .... Whooooo ....
La, la, la ..... La, la, la!
Si lo desea,
Puede ser como ellos,
Feliz, amable y satisfecho ...
Sólo un amigo a tener! .....
Y pedir!’

  - Dobra, nie jest tak źle! Jeszcze raz dzięki za ten tekst!
  - Nie ma za co! – uśmiechnęła się dziewczyna. – To co z tymi lodami?...
  - Kupię Ci je po nagraniach! – tu obie zaczęłyśmy się śmiać.
  Po chwili poszłyśmy na plan i zaczęłyśmy grać.
       
                                                                             „Violetta”

  Wybiegłam z Naty z pociągu (przewracając przy tym z dziesięć osób) i… stanęłam jak wryta.
 Przed nami stał Tomas!
  Tak, ten Tomas – moja była miłość, przyjaciel i wróg Leona. Ale… wyglądał jakoś inaczej. I nie była to tylko sprawa opalenizny i zmiany stylu. Tu chodziło o coś innego. Może o to, że był chyba bardziej pewny siebie i mniej wrażliwy? A może to tylko moje wymysły?
  - Naty, zabierz mnie stąd! – syknęłam przyjaciółce do ucha.
  - Ale dlaczego? – spytała mnie zaskoczona dziewczyna, widocznie nieświadoma obecności chłopaka.
  - Spójrz tam! – wskazałam palcem byłego ucznia Stud!o 21, czy jak kto woli On Beat.
  - O mój Boże, to Tomas?! – wrzasnęła.
  Chłopak odwrócił się powoli i zauważył dawne znajome. Najwyraźniej postanowił do nas podejść.
  - No pięknie… - jęknęłam. – Dzięki Ci wielkie, Natalio!
  - Sorry, jak Ty byś zareagowała na moim miejscu?
  - Pewnie… pewnie tak samo.
  W czasie naszej krótkiej sprzeczki doszedł do nas Tomas.
  - Cześć, dziewczyny! Dawno się nie widzieliśmy, prawda?
  „ Tak – i nie mogłoby tak pozostać? ” – myślałam, ale zamiast tego powiedziałam:
  - Mhmm… To znaczy, tak, bardzo dawno. 
  „ Debilka! Jeszcze pomyśli, że się znowu zakochałaś.” – pomyślała jedna strona mojej świadomości.
  „ A tak nie jest?” – spytała druga połowa.
  „ Cicho bądźcie, bo jak nie to…”
  - Halo, ziemia do Violetty! – Z rozmyślań wyrwał mnie głos byłego chłopaka.
  - Co?
  - Pytałem, czy nadal chodzisz do Stud!o 21. – uśmiechnął się.
  Boże jaki on ma słodki uśmiech…
  - Tak, tylko, że teraz jest to Stud!o On Beat – powiedziałam sennie.

                                                                       „ Tomas ”

  Świetnie. Mój misterny plan legł w gruzach. Przez całą drogę głowiłem się, jak wyznać Natalii miłość, a zamiast tego rozbudziłem uczucie w Violetcie.
  Choć to może być niezły początek…
  - Och, nie wiedziałem… - uśmiechnąłem się czarująco do dziewczyn.
  W efekcie Naty prychnęła, a Violetta wyglądała jakby zobaczyła jakiegoś boga.
   - Daj sobie spokój Tomas. – odezwała się cicha jak dotąd Natalia. – Ja jestem z Maxi’m,
a ona z Leon’em. Nie masz szans, więc z łaski swojej odejdź stąd, bo jak jej chłopak tu dojdzie…
  - … To Ci kości połamie! – dokończył za nią znienawidzony przeze mnie głos.
  Obróciłem się powoli i spojrzałem w twarz mojemu byłemu największemu wrogowi.

                                                                          „ Naty ”

   Gdy Leon dotarł wreszcie do nas na dworzec było już za późno – w Violetcie odżyła miłość do Tomasa.
  A to nie wróżyło dobrze.
  Zresztą ze mną nie było lepiej. Odciągnęłabym stamtąd przyjaciółkę wcześniej, gdyby nie ON.
  Jaśniejące w słońcu brąz włosy przykryte czapką i orzechowe oczy – czego chcieć wiecej od wyglądu chłopaka?
  Widziałam go na zewnątrz przy hamowaniu pociągu. Siedział na ławce w parku, skrobiąc coś na oparciu. Miał na sobie kamizelkę ode mnie i ciemne dżinsy. Był taki piękny.
  Szłam z roztrzęsioną Violettą koło siebie i rozmyślałam co z nią zrobić, gdy pod dworzec podjechał jej samochód. Ramallo miał odwieźć ją do domu. Pożegnałam się z nią w końcu i już miałam się odwrócić, kiedy ktoś zakrył mi oczy rękoma.
  - Zgadnij kto to! – usłyszałam głos mojej najlepszej przyjaciółki.
  -Ludmiła?
  -Zgadłaś, Natalio!
  Tu z niewiadomych powodów zaczęłyśmy śpiewać „Juntos Otra Vez”.
  Po skończeniu piosenki, dziewczyna opowiedziała mi o swoich wakacjach i odprowadziła do parku.
  - No, tu Cię zostawiam, byś się po rozkoszowała swoim chłopakiem! - krzyknęła, po czym odbiegła ze śmiechem.
  - Maxi? – znalazłam go przy naszej ulubionej ławce.
  - Tak, Naty? – zapytał z miną przestępcy złapanego na gorącym uczynku. – Już wróciłaś?
  - Maxi! Przesuń się! – rozkazałam i zobaczyłam …
  Zobaczyłam przepiękny napis, otoczony kwiatami i naszymi twarzami.
  - To jest niesamowite!
  Rzuciłam się chłopakowi na szyję. Trwaliśmy tak dobre kilka minut. Kiedy się odsunęliśmy od siebie na odległość naszych złączonych dłoni, spojrzeliśmy sobie w oczy.
  - Teskniłam… - powiedziałam.
  - Kocham cię. – odpowiedział mi Maxi.
  Zaczęliśmy się do siebie przybliżać, aż dzieliła nas zaledwie kilka centymetrów…

                                                                          Facundo

   - To koniec na dziś, kochani! – powiedział reżyser. – Ta i inne sceny dokończymy jutro. Do zobaczenia!
  - Jak ja kocham tego faceta! – zdenerwowała się Alba. – Mieliśmy się pocałować, już byliśmy blisko siebie, gdy on oczywiście musi przerwać scenę!
  - Przecież nie musimy tego przerywać… - mruknąłem jej do ucha, po czym złączyłem nasze wargi gestem delikatnym i namiętnym jednocześnie.
  Poczułem się wolny i szczęśliwy.
  Cały świat zniknął, liczyła się tylko Alba, tylko my…      

                                                                      
     

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz