Minęło dużo czasu od pierwszego spotkania
zarówno Alby i Facundo, jak i Natalii i
Maxi’ego. Dwie całkiem różne pary i dwie różne historie. Jednak łączy je jedno – muzyka.
Alba
-
Mechi, podasz mi moją torebkę? – spytałam moją przyjaciółkę z planu.
Byłyśmy wtedy u Xarii – naszej fryzjerki,
przygotowując się do nagrywania pierwszego odcinka trzeciego sezonu „Violetty”.
Mieliśmy lekkie opóźnienie, wiec wszystko odbywało się w pośpiechu.
- Jasne. – powiedziała Mercedes podając mi
przy tym torebkę. – Pamiętasz swoją część piosenki „Junto Otra Vez”?
- Oczywiście, ze tak! Ja mam 2 i 3 zwrotkę,
te najłatwiejsze! – śmiałam się.
- Alba, to są moje zwrotki! Ty masz 1 i 4…
Mój śmiech ucichł w jednej chwili.
- Masz przy sobie tekst? Mechi, błagam miej
go!... – z nerwów zaczęły mi się pocić dłonie, co nie zdarzało mi się od czasu
pierwszej randki z Maxi’m.
- Ciesz się, że przewidziałam, że się źle
nauczysz! Trzymaj! – powiedziała wciskając mi do rąk skrawek papieru.
- Dziękuję! Wiszę Ci lody! – ze szczęścia prawie
się popłakałam.
‘ 1 Cuando llegó el final
de las vacaciones,
Se conocieron dos personas diferentes,
Para recordar los viejos tiempos .....
Whooo-oo-ooh .... Whooooo-oo ...
Na, el, el, el ...
Viento mueve suavemente el cabello,
Y son ....
Comienzan a cantar!
(...)
4 Por último, se debe mencionar
Esa vez su amistad nunca parte!
Y va a durar! ...
Whoo-aaa-oooh-oh .... Whooooo ....
La, la, la ..... La, la, la!
Si lo desea,
Puede ser como ellos,
Feliz, amable y satisfecho ...
Sólo un amigo a tener! .....
Y pedir!’
Se conocieron dos personas diferentes,
Para recordar los viejos tiempos .....
Whooo-oo-ooh .... Whooooo-oo ...
Na, el, el, el ...
Viento mueve suavemente el cabello,
Y son ....
Comienzan a cantar!
(...)
4 Por último, se debe mencionar
Esa vez su amistad nunca parte!
Y va a durar! ...
Whoo-aaa-oooh-oh .... Whooooo ....
La, la, la ..... La, la, la!
Si lo desea,
Puede ser como ellos,
Feliz, amable y satisfecho ...
Sólo un amigo a tener! .....
Y pedir!’
- Dobra, nie jest tak źle! Jeszcze raz dzięki
za ten tekst!
- Nie ma za co! – uśmiechnęła się dziewczyna.
– To co z tymi lodami?...
- Kupię Ci je po nagraniach! – tu obie
zaczęłyśmy się śmiać.
Po chwili poszłyśmy na plan i zaczęłyśmy grać.
„Violetta”
Wybiegłam z Naty z pociągu (przewracając przy
tym z dziesięć osób) i… stanęłam jak wryta.
Przed nami stał Tomas!
Przed nami stał Tomas!
Tak, ten Tomas – moja była miłość, przyjaciel
i wróg Leona. Ale… wyglądał jakoś inaczej. I nie była to tylko sprawa
opalenizny i zmiany stylu. Tu chodziło o coś innego. Może o to, że był chyba
bardziej pewny siebie i mniej wrażliwy? A może to tylko moje wymysły?
- Naty, zabierz mnie stąd! – syknęłam
przyjaciółce do ucha.
- Ale dlaczego? – spytała mnie zaskoczona
dziewczyna, widocznie nieświadoma obecności chłopaka.
- Spójrz tam! – wskazałam palcem byłego
ucznia Stud!o 21, czy jak kto woli On Beat.
- O mój Boże, to Tomas?! – wrzasnęła.
Chłopak odwrócił się powoli i zauważył dawne
znajome. Najwyraźniej postanowił do nas podejść.
- No pięknie… - jęknęłam. – Dzięki Ci
wielkie, Natalio!
- Sorry, jak Ty byś zareagowała na moim
miejscu?
- Pewnie… pewnie tak samo.
W czasie naszej krótkiej sprzeczki doszedł do
nas Tomas.
- Cześć, dziewczyny! Dawno się nie
widzieliśmy, prawda?
„ Tak – i nie mogłoby tak pozostać? ” –
myślałam, ale zamiast tego powiedziałam:
- Mhmm… To znaczy, tak, bardzo dawno.
„ Debilka! Jeszcze pomyśli, że się znowu
zakochałaś.” – pomyślała jedna strona mojej świadomości.
„ A tak nie jest?” – spytała druga połowa.
„ Cicho bądźcie, bo jak nie to…”
- Halo, ziemia do Violetty! – Z rozmyślań
wyrwał mnie głos byłego chłopaka.
- Co?
- Pytałem, czy nadal chodzisz do Stud!o 21. –
uśmiechnął się.
Boże jaki on ma słodki uśmiech…
- Tak, tylko, że teraz jest to Stud!o On Beat
– powiedziałam sennie.
„ Tomas ”
Świetnie. Mój misterny plan legł w gruzach.
Przez całą drogę głowiłem się, jak wyznać Natalii miłość, a zamiast tego
rozbudziłem uczucie w Violetcie.
Choć to może być niezły początek…
- Och, nie wiedziałem… - uśmiechnąłem się
czarująco do dziewczyn.
W efekcie Naty prychnęła, a Violetta
wyglądała jakby zobaczyła jakiegoś boga.
- Daj sobie spokój Tomas. – odezwała się
cicha jak dotąd Natalia. – Ja jestem z Maxi’m,
a ona z Leon’em. Nie masz szans, więc z łaski swojej odejdź stąd, bo jak jej chłopak tu dojdzie…
a ona z Leon’em. Nie masz szans, więc z łaski swojej odejdź stąd, bo jak jej chłopak tu dojdzie…
- … To Ci kości połamie! – dokończył za nią
znienawidzony przeze mnie głos.
Obróciłem się powoli i spojrzałem w twarz
mojemu byłemu największemu wrogowi.
„ Naty ”
Gdy Leon dotarł wreszcie do nas na dworzec
było już za późno – w Violetcie odżyła miłość do Tomasa.
A to nie wróżyło dobrze.
Zresztą ze mną nie było lepiej. Odciągnęłabym
stamtąd przyjaciółkę wcześniej, gdyby nie ON.
Jaśniejące w słońcu brąz włosy przykryte
czapką i orzechowe oczy – czego chcieć wiecej od wyglądu chłopaka?
Widziałam go na zewnątrz przy hamowaniu
pociągu. Siedział na ławce w parku, skrobiąc coś na oparciu. Miał na sobie
kamizelkę ode mnie i ciemne dżinsy. Był taki piękny.
Szłam z roztrzęsioną Violettą koło siebie i rozmyślałam
co z nią zrobić, gdy pod dworzec podjechał jej samochód. Ramallo miał odwieźć
ją do domu. Pożegnałam się z nią w końcu i już miałam się odwrócić, kiedy ktoś
zakrył mi oczy rękoma.
- Zgadnij kto to! – usłyszałam głos mojej
najlepszej przyjaciółki.
-Ludmiła?
-Zgadłaś, Natalio!
Tu z niewiadomych powodów zaczęłyśmy śpiewać „Juntos
Otra Vez”.
Po skończeniu piosenki, dziewczyna
opowiedziała mi o swoich wakacjach i odprowadziła do parku.
- No, tu Cię zostawiam, byś się po rozkoszowała
swoim chłopakiem! - krzyknęła, po czym odbiegła ze śmiechem.
- Maxi? – znalazłam go przy naszej ulubionej
ławce.
- Tak, Naty? – zapytał z miną przestępcy złapanego
na gorącym uczynku. – Już wróciłaś?
- Maxi! Przesuń się! – rozkazałam i
zobaczyłam …
Zobaczyłam przepiękny napis, otoczony
kwiatami i naszymi twarzami.
- To jest niesamowite!
Rzuciłam się chłopakowi na szyję. Trwaliśmy
tak dobre kilka minut. Kiedy się odsunęliśmy od siebie na odległość naszych
złączonych dłoni, spojrzeliśmy sobie w oczy.
- Teskniłam… - powiedziałam.
-
Kocham cię. – odpowiedział mi Maxi.
Zaczęliśmy się do siebie przybliżać, aż
dzieliła nas zaledwie kilka centymetrów…
Facundo
- To koniec na dziś, kochani! – powiedział reżyser.
– Ta i inne sceny dokończymy jutro. Do zobaczenia!
- Jak ja kocham tego faceta! – zdenerwowała
się Alba. – Mieliśmy się pocałować, już byliśmy blisko siebie, gdy on oczywiście
musi przerwać scenę!
-
Przecież nie musimy tego przerywać… - mruknąłem jej do ucha, po czym złączyłem
nasze wargi gestem delikatnym i namiętnym jednocześnie.
Poczułem się wolny i szczęśliwy.
Cały
świat zniknął, liczyła się tylko Alba, tylko my…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz